piątek, 29 maja 2015

nowa Tola...



Dotarł scalp.
Przy operacji wymiany scalpu nie obyło się bez dramatu, o czym już za chwilę...


Pierwsze zdjęcie Toli w nowych włoskach, które powędrowało na instagram...




Zacznę od tego, że to nie pierwsza moja zmiana włosków, ale tym razem coś poszło nie tak.
To "coś" to klej, którym przymocowany był scalp do dome'a. Tak mocno był przytwierdzony, że niestety scalp puścił, ale z częścią plastiku. Co więcej, już po wyjęciu scalpu i odłamka plastiku, który odpadł okazało się, że przy scalpie trzyma się jeszcze malutki odłamek. Próbowałam go oderwać, ale się nie dało. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się go usunąć, bez krzywdy dla scalpu. Tragedii nie ma, ale będę miała na uwadze, żeby dokupić w przyszłości nowy dome...

A włoski?
Włoski są prześliczne! Lśniące i gęste, przede wszystkim GĘSTE! Dopiero teraz zauważyłam jak stockowe włoski Bianki (Simply Chocolate) są słabe pod tym względem.
Kolor w opisie lalki to połączenie blondu i różu. I faktycznie uważnie się przyglądając można dostrzec cieniutkie różowe pasemka, niestety mój aparat nie chce tego uchwycić, a szkoda.  

Fryzurka nabiera teraz kształtów, bo podróż w pudełku trochę je ugniotła i muszę je doprowadzić do ładu, ale i tak jestem w nowej Toli zakochana...




W okiełznaniu grzywki nadal posiłkuję się opaską, bo co tu kryć grzyweczka nadal żyje swoim życiem...
Ale już widzę poprawę, także myślę że w najbliższym czasie dojdziemy i z nią do porządku...

poniedziałek, 25 maja 2015

back to brown...


Ostatnio intensywnie myślę nad zmianą włosków dla mojej Toli.
Reroot na razie nie wchodzi w grę (lotto puszczone, trzymajcie kciuki), więc rozglądałam się za stockową czuprynką. Niestety. Znalezienie wymarzonego oryginalnego scalpu graniczy z cudem. Poddałam się z szukaniem konkretnego scalpu i okroiłam wymagania do dwóch kolorów, blondu i brązu, myślałam, że będzie łatwiej... o ja naiwna...W końcu trafił się scalp od Good Neighbour Cafe. Kolor mi odpowiadał, więc długo się nie zastanawiałam i włosy już do mnie lecą...

...a w między czasie przeglądając stare zdjęcia moich lal na blogu przypomniała mi się Bianka w brązowych włosach. Nie to żeby z moją pamięcią było tak źle, po prostu widząc ją na co dzień w czarnej oprawie przyzwyczaiłam się do takiego jej wyglądu. Dlatego miło było sobie przypomnieć ją w brązach... na tyle miło, że wyszperałam z szafy jej oryginalny scalp, doprowadziłam go do ponownego używania i taa dam!





Bianeczka towarzyszyła mi w porządkach w pokoiku...




przy okazji prezentując piękną bluzę galaxy autorstwa Sandry.
Bluzę otrzymałam w ramach wymiany, razem z nią przyszły też fajne gratisy, które pokażę pewnie w najbliższym czasie...

Tymczasem dziękuję za odwiedziny...
Pozdrawiam serdecznie

poniedziałek, 11 maja 2015

sweterkowo...


Dzisiaj się będę chwalić!

Po dłuższej przerwie w robieniu ubranek na blythe zabrałam się za sweterek.
Sweterek nie byle jaki, bo robiony inną metodą niż ta do której przywykłam. Przyznam szczerze, że dzierganie na 6 drutach mnie przerażało. Dwoma nie potrafię drutować perfekcyjnie, ale przemogłam się i...zamówiłam druty, więcej drutów. Potem naszła mnie refleksja, że chyba jednak nie dam rady, ale druty przybyły i nie pozostało nic innego jak spróbować.

No i oto efekt moich pierwszych kroków z sześcioma drutami...




Nie mam wzoru na rozpinany sweterek.
Kombinowałam i przeliczałam oczka z mojego własnego wzoru z którego korzystam robiąc sukienki.
Sweterek nie jest idealny. Przede wszystkim rękawki wyszły "bufiaste" i muszę nad nimi popracować, ale nie ma tego złego, pierwsze koty za płoty...

A tak sweterek prezentuje moja panna...






Mam nadzieję, że mimo małych niedociągnięć sweterek i Wam się podoba, ja zabieram się za kolejne, bo jak to mówią trening czyni mistrza...

Pozdrawiam serdecznie!