poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ta damm...


Większość z Was widziała już małą zapowiedź nowej lali na moim fb. Czekam na włoski dla niej już od dłuższego czasu, ale nadal nic. Włosków jak nie ma tak nie ma, ale nie będę już Was trzymać w niepewności...

Przedstawiam Wam siostrę mojej Loli... z urody to powinnam raczej napisać daleką kuzynkę, bo dziewczyny wcale do siebie nie podobne ;-) jak tylko pojawi się wig zrobię im siostrzaną sesję...

Nie zanudzam i już ją pokazuję...







Czapeczka i sukienka zrobiona przeze mnie.

Ta słodka buźka to buźka doll in mind z serii sweet. 
Nowa panna otrzymała już imię - Ana, a ja już odkładam na trzecią siostrę i będę miała rodzinkę w komplecie.

Nawet nie piszę jaka jestem nią zachwycona, bo jestem przeogromnie!

Jedyne co mnie troszkę martwi to to, że zamówione włoski mogą okazać się za duże. Lalka ma niby obwód główki 21cm, łapie się w ten sam pułap rozmiarowy wigów co Lola, czyli 8-9', ale zrobiłam przymiarkę i włosy Loli są na nią za duże. Boję się zamówić 7-8', bo mogą okazać się za małe. Silikonowy czepek też na niewiele się zda, bo różnica jest spora. Jeśli te włoski co przyjdą okażą się za duże to nie pozostanie mi nic innego jak dopytywanie sprzedawców o rozmiar w cm przy następnych zakupach, póki co trzymam kciuki żeby pasowały ;-)

Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 25 kwietnia 2014

historia Verne...


To już mój ostatni post na temat Verne.
Mały podróżnik rozpoczął już nowe przygody, a ja dzisiaj pokażę Wam jej akt urodzenia i historię jej powstania...

Zapraszam do przeczytania jej magicznej historii...








































Jak już wiecie siostra Loli dotarła bezpiecznie do domu. Teraz się z nią oswajam i czekam na włoski dla niej. Powinny być lada dzień, ale obawiam się że będą za duże. Zamawiałam je myśląc, że główki nowej i Loli będą podobne. Niestety, główka nowej lali okazała się o wiele mniejsza. No nic, poczekam na te zamówione, jak okażą się za duże to będę szukać nowych.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa o Verne. 
Mam nadzieję, że znajdzie u mnie swój "forever home".

Pozdrawiam serdecznie!



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

pożegnanie z Verne...


Jak Wam mijają święta?
Mi troszkę leniwie, a że trochę deszczowo to i z domu się nawet ruszyć nie chce, więc odbijam sobie zaległości filmowe i nadrabiam dziergając ubranka dla mojej przyszłej panny...

Dzisiaj będzie mój pożegnalny post z Verne. Nie chce mi się wierzyć, że już tydzień jej u mnie nie ma. Nawet nie przypuszczałam, że się z nią tak zżyję. Przez to, że przeglądam jej zdjęcia (moje i te flickrowe) z jej przygodami  to jakoś mi one tą tęsknotę umilają.

Moje zdjęcia dołączyły też na oficjalny blog podróżujących Blythek, można je obejrzeć klikając tutaj, bądź w banerek na pasku bocznym. Ciężko było wybrać tylko 5 zdjęć, ale wybrałam, mam nadzieję, że się spodobają...

Nie zagaduję Was już i zapraszam na kolejną obszerną porcję zdjęć o Verne i jej paczce...

 ach to ciekawskie spojrzenie...



tekst z tyłu główki napisany przez autorkę Verne - Kassandrę
po takiej ilości przygód troszkę już zamazany, a szkoda...


i wszystkie piękne kolory oczu...
mnie najbardziej spodobały się te fioletowe i chyba najczęściej je ma na zdjęciach...





i jej powieki, przedstawiające mleczną drogę...


pull rings...


ubranko podróżnika...
te ogrodniczki mnie zachwyciły, pięknie wykonane tak jak i całe ubranko...


i magiczny las Verne...
(o magicznym lesie można przeczytać w akcie urodzenia Verne)



Tutaj z modelką w środku i niespodzianka kryjąca się w dziupli...


Śpiworek w którym bezpiecznie podróżuje i obok rozwiązana zagadka tajemniczych woreczków...
w jednym jest miejsce na akt urodzenia Verne, w drugim są małe lalkowe wizytówki Kassandry...
na zdjęciu brakuje zielonego, który był przeznaczony na sznureczki...


 Dwie notatki od Kassandry...
 

Cudowne prezenty z poprzednich wypraw Verne... 


i moje, które dołączyłam do paczki...
dwie pocztówki z liścikiem dla Verne, wizytówka z naszej wyprawy do destylarni, pamiątkowa moneta z Cobh, przywieszka z literką V i symbol Irlandii - czterolistna koniczynka na szczęście...
do tego dołożyłam zrobioną przeze mnie czapeczkę...


Wszystko zapakowałam w woreczek z organzy i mam nadzieję, że będzie miłą pamiątką o mnie...
Wierzcie lub nie, ale cała paczka ważyła już blisko 3kg!

Ktoś zapytał w komentarzu jeszcze o to jak można zostać osobą przyjmującą lalkę. Z tego co wiem jest kilka takich "zabaw", trzeba po prostu śledzić kiedy jest "nabór" i wyrazić chęć goszczenia podróżnika.
Ja zgłosiłam się do It's a small world - the traveling Blythes project, tutaj zabawa odbywa się od 2009 roku i co roku jakieś nowe lale szukają przygód. Nabór zaczyna się koło czerwca/lipca, wyniki są w sierpniu a od września lale ruszają w podróż. Jeśli ktoś jest chętny i ma czas to zachęcam. Wrażenia są niezapomniane, a radości z tego nie można opisać. Verne poznała 15 obcych osób, które w magiczny sposób połączyła ze sobą na zawsze wspomnieniami... Pięknie to ujęła Kass w certyfikacie urodzeniowym Verne, gdzie opisana jest historia jej narodzin, ale żeby nie przeładowywać tego posta zdjęciami... to pokażę go w następnym poście ;-)

Dziękuję za przemiłe komentarze.
Cieszę się, że podobała Wam się fotorelacja z pobytu Verne u mnie.
Pozdrawiam serdecznie...

środa, 16 kwietnia 2014

Verne na plaży...


Dzisiaj przedostatnia odsłona wycieczek z Verne.
Nie mogło jej oczywiście zabraknąć na plaży, także zapraszam na sesję plażową.

Wiało niemiłosiernie i cały czas musiałam panować nad Vernową fryzurką, ale za to odpływ był i można było zobaczyć "z bliska" klify...






normalnie większość tych skał jest pod wodą, skorzystaliśmy z odpływu i można było podejść do nich blisko...












Muszę przyznać, że trochę mi jej brakuje... zdążyłam się przyzwyczaić do niej... mam nadzieję, że spodobają jej się jej następne przygody...

Na koniec dodam, że po długich zastanowieniach Sienna szuka nowego domu.


Dziękuję za uwagę
Pozdrawiam deszczowo